Bezpieczeństwo w TSL 29.09.2025

Interakcja pomiędzy kierowcą, dyspozytorem i CEO a konsekwencje neutralizacji dokumentów przewozowych

Od połowy 2023 r. odnotowujemy stały wzrost przywłaszczeń przesyłek przez fałszywych przewoźników, w których do przewozów oszukańczo wyłudzonych przesyłek wykorzystywani są istniejący przewoźnicy.

Obiektywnie muszę stwierdzić, że rok 2025 a szczególnie okres wakacyjny to już gwałtowny wzrost tego typu zdarzeń. 

Na przełom sierpnia i września (tylko 2 tygodnie), działając na zlecenie zarówno pokrzywdzonych spedycji, jak i właścicieli towarów czy ubezpieczycieli odnotowałem kilkanaście utraconych przesyłek na podstawie tego rodzaju Modus operandi sprawców.  Wartość utraconych przesyłek wynosiła od 80 tysięcy euro do prawie 4 milionów euro. Jakie przesyłki zaginęły? Bardzo różne, zaczynając od alkoholu, poprzez motory, elementy specjalistycznej maszyny na metalach miękkich kończąc. 

Case study

Pracownik poszkodowanej Spedycji wzrokowo sprawdził dane podwykonawcy. Oczy mu się zaświeciły, bo znalazł naiwnego przewoźnika, na którym przytuli 3 razy większą marżę. W dzisiejszej walce o przewoźnika i wysoką marżę, pominął wytyczne firmy i obowiązujące procedury. Nie zauważył błędów w domenie i adresie mailowym i „nadział” się na najbardziej klasyczne z klasycznych oszustw, czyli podszycie się pod istniejącą firmę… 

Następnego dnia po planowanej dostawie… dramat! 

Darcie szat, panika… Brak dostawy przesyłki, brak kontaktu z podwykonawcą… 

Przełożony kontaktuje się z podwykonawcą na właściwe dane – otrzymuje klasyczną odpowiedź: „Nie braliśmy takiego zlecenia, to nie nasz e-mail, nie mamy pojazdu o takich numerach rejestracyjnych.”

Szef firmy wykonuje telefon do zaprzyjaźnionego eksperta z prośbą o wykorzystanie koła ratunkowego…

Proszę o dokumenty, dane, a w szczególności o numery rejestracyjne i list przewozowy CMR z miejsca załadunku. Dzięki informacjom i dokumentom dość sprawnie ustalam użytkownika pojazdów i nawiązuję z nim kontakt (okazuje się przy tym, że znamy się od kilku lat i jesteśmy na stopie koleżeńskiej).
– Witam Panie Marku, mamy problem. Czy tego dnia Pana pojazd ładował się w miejscowości X, towarem Y?
– Panie Grzegorzu, jasne, ale w czym problem? Przecież towar dostarczyliśmy zgodnie ze zleceniem – informuje Pan Marek.
– Niestety przewoziliście towar dla „przestępcy”.
– Niemożliwe przecież takie mieliśmy zlecenie, z giełdy T…com.
– Panie Marku, poproszę lokalizację rozładunku i kopie dokumentów zlecających. 

Po kilku minutach Pan Marek przesyła oczekiwane dane i informuje mnie, że faktycznie dyspozytor od 2 dni nie może skontaktować się ze zleceniodawcą. W tym przypadku również nie zauważono błędów w adresie e-mail, ale stawka frachtu wynosiła prawie 180% normalnej stawki frachtu na tej trasie. Dodatkowo, dość standardowo, nastąpiła „neutralizacja” listu przewozowego, trzykrotna zmiana miejsca dostawy i doliczono dodatkowe 200 euro za dojazd o 70 km dalej niż adres z pierwszego zlecenia. 

Spoglądam na StreetView i kolejny raz ręce opadają … Miejsce dostawy jest totalnie nigdzie… 

Udaje się niezwłocznie na miejsce i StreetView sprzed 9 lat był (o zgrozo!) łagodny. W rzeczywistości mam przed sobą ruiny starego gospodarstwa, busz nie zarośla, dzika zwierzyna, itd…
Sąsiadka relacjonuje, że w dniu dostawy przestawiała swoje auto, żeby kierowca pana Marka złamał się w bramę „magazynu logistycznego”. 

Dzwonię do Marka, przesyłam zdjęcia, łączymy się z kierowcą i… uszom nie wierzę, a p. Marek załamany. 

Kierowca informuje, że po podjechaniu w to miejsce skontaktował się z dyspozytorem p. Marka i powiedział, że to dziwne miejsce na dostawę metalu. Na miejscu nie mają wózka widłowego i chcą rozładowywać windą z dostawczaka. Od dyspozytora kierowca otrzymał informacje, żeby się nie martwił, bo „klient” potwierdził taki sposób rozładunku… Kierowca, lat prawie 60, z czego za fajerą 30 lat, stwierdza: „Chciałem zrzucić jak najszybciej i za kilka godzin zjechać na bazę… Kurcze, mogłem do szefa zadzwonić, zamiast słuchać się dyspozytora w wieku swojego syna… ale, że to była sobota, więc nie chciałem przeszkadzać szefowi…” Marek pyta:
– Kto podpisał i podstemplował CMR?
– No jak to kto? Odbiorca!
– Czy firma X?
– Nie.
– To KTO?
– Nie pamiętam, ale naciskałem na pieczątkę jak na szkoleniu ten Pan mówił. Szukali, szukali i jakąś znaleźli. Zrobiłem jej zdjęcie, a dyspozytor potwierdził z klientem, że to właściwa pieczątka i tak się nazywa odbiorca…

Marek konstatuje: „O Boże, rozładowaliśmy w krzakach towar o wartości 800 tys eur…” 

Ściągam zdjęcia od kierowcy (kierowcy przesyłają pomiędzy sobą zdjęcia, w jakich to „super” miejscach rozładowują, zwycięzcy stawiają piwo). Sąsiadka też zrobiła kilka zdjęć, w tym pojazdów „odbiorcy”. 

Lokalna policja nie chce podjąć działań, interweniujemy najwyżej jak się da. Łączymy fakty i wspólnymi siłami, po kilku dniach, znajdujemy magazyn z metalami… Kurczę… Miało być 20 palet, a jest 45?!?!
Część towaru to towar naszego klienta, reszta należy do innych firm (które skaczą z radości, że się „znalazły” – jeden właściciel nawet jeszcze nie wiedział, że stracił towar). Reszta towaru została już sprzedana na złom… 

Po kilku dniach dzwoni pan Marek:
– I jak tam Panie Grzegorzu?
– Odzyskaliśmy część towaru o wartości 450 tysięcy euro.
– Super, a co dalej będzie z nami? – pyta pan Marek.
– Chce Pan prawdy czy mam Panu bajki opowiadać?
– Prawdę! – Uuups… I znowu będzie płacz i zgrzytanie zębów… Który to już raz? 30, 40?
– Panie Marku, razem ze spedytorem, który zlecił przewóz oszustowi, odpowiadacie Państwo za utratę towaru o wartości około 350 tysięcy euro.
– Jak to? Dlaczego? – dziwi się p. Marek.
– W Pana przypadku to się nazywa wydanie przesyłki osobie nieuprawnionej i złamanie zapisów art. 12 Konwencji CMR. Oczywiście regres do Pana firmy nie będzie prosty do przeprowadzenia, ale w dzisiejszych czasach już nikt nie odpuści możliwości odzyskania całości lub znacznej części wypłaconego odszkodowania…
– Boże, ja nie mam takich pieniędzy a ubezpieczyciel pewnie odmówi wypłaty … 

Puenta?

W obu ze wspomnianych firm, tj. i w spedycji i u przewoźnika, działają procedury. Obie firmy przeszkoliły pracowników: spedycja z weryfikacji podwykonawców i działania oszustów; przewoźnik przeszkolił dyspozytorów i kierowców w zakresie bezpieczeństwa przewozu i niewłaściwych praktykach w dostawach, w szczególności „zagrożeniach związanych z neutralizacją przesyłek”. 

Szkolenia szkoleniami, procedury procedurami, a pęd za marżą czy fee generuje gigantyczne straty dla każdej z firm i przede wszystkim, najczęściej pomijaną, „utratę dobrego imienia firmy”. Bo tak naprawdę to przewoźnik przewiózł za darmo towar dla przestępców i jeszcze za to odpowie finansowo. 

Przedmiotowy przykład dobitnie potwierdza, że jak zawsze najsłabszym a jednocześnie najważniejszym ogniwem w łańcuchu transportowym po stronie przewoźnika pozostaje kierowca. Pomimo błędów dyspozytora to kierowca, do ostatniej chwili, mógł uniknąć tego zdarzenia zgłaszając swoje wątpliwości szefowi firmy. Takich przykładów są dziesiątki. 

Co z tego, że sam edukowałem obie firmy, że szefowie tych firm naprawdę są świadomi zagrożeń, że ponieśli koszty edukacji? W końcowym rozrachunku pracownicy i tak mają to gdzieś, gdzieś głęboko w poważaniu…
Dyspozytor stwierdził, że szef jest ubezpieczony, więc szef go zwolnił…
Kierowca, jak zazwyczaj, znalazł innego pracodawcę…
A przewoźnik? Został z problemem sam…
Obie firmy z „długiem wdzięczności” do mnie, bo na wsparcie organów ścigania czy wynajętych przez ubezpieczalnie rzeczoznawców nie mieli co liczyć… 

Przewoźnicy, pamiętajcie i edukujcie:

  • dyspozytorów, że kierowca ma bogate doświadczenie i czasem naprawdę warto go posłuchać, a marża nie jest najważniejsza, 
  • kierowców, że nie mają bezkrytycznie słuchać dyspozytorów! 

Współpraca obu tych elementów w firmie przewozowej to nieodzowna konieczność, tzw.  synergia – to nie puste i nowomodne pojęcie, to fakt i konieczność właściwego i długotrwałego istnienia firmy transportowej na rynku. Tylko takie firmy przetrwają dzisiejszy kryzys na rynku TSL i będą poszukiwanymi partnerami dla spedycji. 

Pomimo powyższego i mojego cynicznego podejścia do tej branży nieustannie stoję na stanowisku, że należy się systematycznie edukować o nowych zagrożeniach w branży, czy o skutecznych metodach przeciwdziałania tym zagrożeniom. To nieustanna walka z przeciwnikiem, który jest o kilka kroków przed nami… 

 

Zdjęcia w artykule nie są tylko ilustracją, pochodzą z miejsca zdarzenia.